niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 8

"Niektórzy ludzie są jak anioły...
Przychodzą niespodziewanie, dają pomocną dłoń, pomagają się podnieść...
A gdy już jest dobrze, odchodzą równie niespodziewanie jak się pojawiły 
i powodują jeszcze większy upadek..."


Wtedy pozostają tylko dobre wspomnienia.
Drugi dzień LGP, drugi konkurs, tym razem indywidualny. Choć konkurs miał się rozpocząć dopiero wieczorem, na prośbę polskiej reprezentacji, pod skocznią pojawiłyśmy się przed południem. Nie spędziłyśmy jednak tego czasu na wałęsaniu się bez celu w pobliżu obiektu sportowego. Zostałyśmy poproszone o spędzenie tego czasu ze skoczkami. Zaprosili nas do swojego domku, mogłyśmy przyglądać się im treningom, ćwiczeniom i zabawom (których nie brakowało). To było niesamowite, zobaczyć ich od tej drugiej strony. Stałam oparta o ścianę budynku obserwując skoczków, którzy to pojawiali się, to znikali, z którejś strony. Kawałek dalej zobaczyłam Austriaków. Dwójka z nich od razu zwróciła moją uwagę. Był to Stefan i Michael. Dwaj, prawdziwi przyjaciele, właściwie nierozłączni. Gdy byli razem zachowywali się jak mali chłopcy bawiący się na podwórku przed blokiem. Właśnie w tej chwili grali w jakąś grę, której zasad nie rozumiałam, zastanawiałam się nawet czy oni sami znają jej zasady. Mimowolnie uśmiechnęłam się spoglądając na nich. Wtedy właśnie wzrok Stefana spoczął na mnie, pomachał i szeroko się uśmiechnął, mogłabym na ten uśmiech patrzeć godzinami. Odwzajemniłam uśmiech, wtedy Stefan spojrzał na przyjaciela, ten także odwrócił twarz w moim kierunku i uniósł kąciki ust ku górze. Nie był to szczery uśmiech, tego byłam pewna. Gdy tylko wzrok Stefana skierował się znowu na mnie, mina Michiego momentalnie się zmieniła. Biła od niego pogarda i chłód. No to przynajmniej było szczere. Chciałam to z nim wyjaśnić, chciałam wiedzieć, co takiego zrobiłam. Nie widziałam w tym jednak najmniejszego sensu. Po co? Przecież prawdopodobnie dzisiaj widzę go po raz ostatni w życiu. Nagle poczułam jak ktoś kładzie dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Maćka.
- Masz nowych kolegów? – kiwnął głową w stronę Austriaków.
- Właściwie to jednego… - odpowiedziałam. Michaela na pewno kolegą nazwać nie mogłam.
- Blondasek jest dziwny, a Stefana kiedy poznałaś?
- Sam wczoraj ich dla mnie ściągnąłeś – przypomniałam – a później spotkałam go przed hotelem.
- To z nim wczoraj zniknęłaś?
- Oj, od razu zniknęłam. Po prostu byłam na spacerze.
- Ale z nim?
- No, tak. To problem? – widziałam po jego twarzy, że nie był zachwycony faktem iż zapoznałam się z młodym Austriakiem.
- Nie, skądże.
- Maciek! Chodź tu na chwilę! – usłyszeliśmy wołanie Kamila.
- Idę! – odwrócił się i odszedł, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem.
No i co miałam teraz ze sobą zrobić? Magda gdzieś zniknęła, pewnie znalazła mnóstwo rzeczy do obfotografowania. Zobaczyłam, że Kraft stoi teraz przed ich domkiem sam. Michiego nie było nigdzie na horyzoncie. Skierowałam się więc w jego stronę, a gdy zobaczył, że idę wyszedł mi naprzeciw. Po chwili, jego silne ramiona już obejmowały moje drobne ciało. Choć był to tylko przytulas na powitanie, mogłabym tak trwać w jego objęciach częściej. Nie był to już dla mnie taki szok jak poprzedniego dnia, mogłam więc poczuć jego zapach. Gdy odsunęliśmy się od siebie zobaczyłam, że przygląda nam się Gregor. Uśmiechnął się lekko gdy zobaczył, że na niego patrzę, odwrócił się i odszedł.
- I jak tam nastawienie przed konkursem? – zapytałam Stefana.
- Nastawiony na zwycięstwo! – powiedział z szerokim uśmiechem.
- Hej, hej! Nie zapominaj, że startują również Polacy! – zaczęłam się śmiać – Nie byłabym taka pewna tego twojego zwycięstwa.
- Kamilowi mogę z czystym sercem podarować drugie miejsce – powiedział śmiejąc się.
- On chyba myśli odwrotnie. Będzie wojna! – powiedziałam unosząc zaciśniętą pięść do góry.
- Jasne! To komu będziesz kibicować? – to było podchwytliwe pytanie! Zawsze kibicowałam jemu i Polakom. Nie mogłam wybierać.
- Haha, już myślisz, że tobie? To się mylisz. – na jego twarzy zobaczyłam, że jakby utracił cały zapał.
- Ex aequo miałam na myśli! Zawsze wolę myśleć o remisie – powiedziałam donośnie, na co się zaśmiał i entuzjazm momentalnie powrócił na jego twarz.
- No ewentualnie może być – powiedział wesoło.
Nagle usłyszałam głos Dietharta przechodzącego akurat obok nas. Nie zrozumiałam kompletnie co powiedział gdyż mój niemiecki był tragiczny. Powiedział to jednak z uśmiechem, na co Stefan zaśmiał się, odpowiedział mu niestety także po niemiecku i popukał się palcem w czoło patrząc na niego. Oboje wybuchli śmiechem a ja stałam i patrzyłam na nich nie mając pojęcia o co chodzi.
- Może musisz już iść co? – spytałam. Nie chciałam, żeby zaniedbywał cokolwiek chcąc być dla mnie miły.
- Mam jeszcze chwilę. Ale za moment faktycznie będę musiał się zbierać.
- Nie ma problemu. Może lepiej już idź a ja wrócę do swoich – powiedziałam uśmiechając się.
- Ale nie zapomnij trzymać za mnie kciuków.
- Nigdy! – zaczęłam się śmiać, odwróciłam się i ruszyłam w stronę domku Polaków. Miałam taki dobry humor, roznosiła mnie energia. Okazało się, że Madzia się znalazła.
- Zostało ci jeszcze jakieś miejsce na karcie pamięci? – spytałam, wiedząc, że jak ona się wkręci w robienie zdjęć to nie może przestać.
- Spokojnie, wystarczy. Bardziej bym się bała czy mi sprzęt się nie rozładował.
- Nawet mnie nie strasz!
Rozmowę przerwał nam Maciek.
- Wiecie, że konkursu nie musicie oglądać z sektora? Może chcecie zostać z ekipą?
- O nie! Nie po to płaciłam za bilety, żeby teraz z nich nie skorzystać.
- Jak wolisz – powiedział wzruszając ramionami – ale chyba kciuki będziesz trzymała co?
- Jeszcze się głupio pytasz! Oczywiście, że tak! – zapewniłam – ale teraz dobrze by było żebyśmy poszły już zająć sobie dobre miejsce.
- Idźcie, idźcie. A co powiesz jeszcze na przekazanie mi trochę mocy?
- Hahaha co? – nie miałam pojęcia co ma na myśli jednak po chwili się dowiedziałam. Gdy wskazał palcem na swój policzek i odwrócił wzrok. Tak to sobie wykombinował… Cwaniaczek, no ale co miałam zrobić? Cmoknęłam go szybko w policzek, uśmiechnęłam się dostrzegając szeroki uśmiech na jego twarzy i poszłam wraz z przyjaciółką do sektora.
- Ty ej, weź się zdecyduj co? – powiedziała ze śmiechem gdy byłyśmy już na miejscu.
- Co?
- No tu kręcisz ze Stefanem, tutaj z Maćkiem… - spojrzała na mnie i zaczęła ruszać znacząco brwiami, na co ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Daj spokój. Maciek to przyjaciel, a Stefana zobaczę pewnie dopiero za rok i to niewiadomo czy w ogóle będzie mnie pamiętał. 
- No wiesz, z boku to wygląda trochę inaczej, a co do Stefana, to nigdy nic nie wiadomo.
Wolałam się w to nawet nie angażować, bo wiedziałam, że już niedługo będę musiała wrócić do normalnego świata, do szarej rzeczywistości, a po ostatnich przeżyciach pozostaną tylko wspomnienia i bezcenne dla mnie zdjęcia.
Konkurs przebiegał bez większych problemów jednak pod koniec trochę popsuła się pogoda. Ostatni zawodnicy nie mieli najlepszych warunków jednak dali radę. Oczywiście, tak jak zawsze kibicowałam naszym oraz Austriackim skoczkom. Ku naszej radości wygrał Kamil! Drugie miejsce zajął Severin Freund a trzecie Stefan! Ten ostatni był trochę zawiedziony no ale przecież trzecie miejsce to bardzo dobra lokata – tłumaczyłam mu gdy wreszcie udało nam się przedostać do nich z gratulacjami.
- Agata? Będziesz na jutrzejszym konkursie w Zakopanem? Czułbym się lepiej!
- Bardzo bym chciała ale nie mogę. Przykro mi.
- To znaczy, że w najbliższym czasie się nie zobaczymy?
- Szczerze – było mi to ciężko mówić. Patrzyłam na niego a słowa nie chciały przejść przez gardło. Nie chciałam aby spełniło się to co próbowałam mu powiedzieć ale takie były fakty – nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy.
- Nawet tak nie mów – w jego głosie także słyszałam żal – spotkamy, spotkamy. Nie dam ci o mnie zapomnieć – to, powiedział już z uśmiechem. 
Było już późno więc ludzie dość szybko opuszczali skocznię. Tak jak poprzedniego dnia do centrum zabrałyśmy się z naszymi reprezentantami. Przynajmniej nie musiałyśmy się po nocy martwić o busa. Tym razem jednak wysiadłyśmy niedaleko naszego miejsca noclegowego aby nikt nie musiał nas później odprowadzać. Gdy byłyśmy już w pokoju, mój telefon zadzwonił. Był to Maciek z propozycją abyśmy pojechały z nimi na jutrzejszy konkurs w Zakopanem.
- Maciek, przecież dobrze wiesz, że cudem udało mi się nakłonić mamę aby zgodziła się na Wisła a tu nagle mam jej wyskoczyć jeszcze z Zakopanem?
- Przypominam ci tylko, że od wczoraj masz już osiemnaście lat.
- Poza tym nie mam nawet załatwionego noclegu ani kupionych biletów.
- Bilety to nie problem, kto powiedział, że masz mieć miejsce w sektorze? Będziesz nam kibicowała razem z kadrą! A jeżeli chodzi o nocleg to zostaw to mnie. Dwa noclegi dla nas to żaden problem! Najwyżej kimniemy się w czterech w jednym pokoju a wy zajmiecie jakąś „dwójkę”. Już nie takie akcje się robiło, uwierz – powiedział ze śmiechem. Była to kusząca propozycja nie powiem, że nie.
- O której wyjeżdżacie?
- Po ósmej rano. To znaczy, że się zgadzasz? – słyszałam w jego głosie entuzjazm.
- Tego nie powiedziałam! Dam ci znać jutro z rana. No i jest jeszcze jedna kwestia. Skąd wiadomo, że nie reszta drużyny nie będzie miała nic przeciwko?
- Już myślałem, że o to nie spytasz a ja tu ściągnąłem chłopaków – nagle usłyszałam donośne głosy. Skoczkowie krzyczeli tak, że nie dało się rozróżnić co mówią. Jednak z łatwością poczułam, że nie mają nic przeciwko mojemu i Magdy towarzystwu, są wręcz zachwyceni tą opcją.
- Dobra, ucisz ich z łaski swojej – powiedziałam śmiejąc się. Nie wiem co zrobił ale momentalnie wokół niego zapanowała cisza. Choć chwila… no niezupełna, słyszałam czyjś stłumiony śmiech ale nie zwracałam na niego uwagi.
- Pomyślę i zadzwonię rano. Dobranoc – po tych słowach rozłączyłam się.
Przedstawiłam całą sytuację Magdzie, byłam ciekawa co na to powie.
- Agata, wiem, że chcesz tam jechać. Ale ja nie mogę – fakt, poczułam ukłucie, spodziewałam się wsparcia z jej strony. To ona zawsze była wariatką, która bez zastanowienia podejmowała decyzje a ja byłam tą wiecznie rozsądną i odpowiedzialną.
- Spoko, nie ma sprawy – starałam się nie dać po sobie poznać, że żałuję, jednak ona znała mnie na wylot.
- Nie przejmuj się! Jutro wrócę do domu a ty pojedziesz z chłopakami! – powiedziała z radością.
- Nie, przyjechałyśmy razem i razem wrócimy.
- Nie wygłupiaj się! Nie możesz z tego zrezygnować. Mną się nie przejmuj i jedź – wtedy odezwała się we mnie moja natura. Wątpliwości. Zawsze najpierw był zapał a później milion rzeczy, które chciały żebym zrezygnowała. Wiedziałam, że spontaniczne decyzje nie są w moim stylu ale kiedy zacząć być nieodpowiedzialnym jak nie teraz? Wtedy przypomniałam sobie, że przecież mój brat miał przyjść i kolejne ukłucie. Za dużo kombinowania a poza tym mama mnie zabije. Dla niej wiek nie ma znaczenia.
- No zrób to! Rano zadzwonisz do mamy i Patryka i przełożysz wszystko o dzień później.
Poczułam w moim brzuchu jak bardzo jestem zdenerwowana. Czułam się jakby w żołądku obudził mi się potwór, który nagle zaczął się wiercić. Już wiedziałam, że nie wyśpię się tej nocy. Miałam tendencję to analizowania wszystkiego w nocy, gdy jest ciemno, wtedy wszystko wydaje się… inne, ani prostsze ani łatwiejsze, po prostu inne.
Zasnęłam nad ranem a o szóstej trzydzieści obudził mnie budzik Magdy.
- Oszalałaś? Po co włączyłaś ten budzik? – zaczęłam.
- Żebyś zdążyła załatwić wszystko z wyjazdem – powiedziała z uśmiechem na twarzy. Ponownie poczułam jak serce zaczyna mi walić. Zawsze tak miałam. Przecież nie mogłam teraz budzić mamy i brata. Po czym przypomniałam sobie, że oboje są już w pracy. Raz się żyje! Zatelefonowałam najpierw do mamy. Nie obyło się oczywiście bez „coś ty znowu wymyśliła”, „co ty sobie wyobrażasz” , „zwariowałaś?” i tym podobnym tekstom. Jednak jakimś cudem się udało. Teraz pozostała mi już łatwiejsza część zadania. Z Patrykiem nie było problemu a nawet dobrze to wyszło „młoda, sorry, miałem dzisiaj do ciebie dzwonić, że nie dam rady. Przyjdę jutro”. Kamień spadł mi z serca. Maciek ogromnie ucieszył się na moją wiadomość.
Pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam w stronę hotelu w którym nocowali skoczkowie. Teraz byłam już skazana na nich. Wszyscy kolejno wyściskali mnie, za to, że zgodziłam się z nimi pojechać.
- A na miejscu będziesz miała okazję spotkać się z Ewą! – krzyknął na zachętę Kamil. Ucieszyło mnie to. Jedna normalna osoba, z którą będzie można normalnie porozmawiać a nie tylko z tymi wariatami. Gdy wyszliśmy z budynku i panowie zaczęli ładować rzeczy do busa zauważyłam, że nie ma już pojazdu austriackiego, który mijałam pół godziny temu. No to Stefan się zdziwi – pomyślałam, na co nie mogłam się nie uśmiechnąć. Droga minęła bardzo szybko a chłopaków rozpierała energia. Szczególnie Kamil cieszył się na skoki w Zakopanem. Cały czas wszyscy się śmiali i wygłupiali, był to taki „wesoły autobus”. Na miejscu czekała już żona Kamila. To było takie urocze gdy wpadli sobie w objęcia. Chyba zawsze będę ich uważała za najsłodszą parę! Wszyscy się z nią przywitali, ja zostałam na koniec. Było to dopiero moje drugie spotkanie z nią ale gdy tylko mnie zobaczyła od razu szeroko się uśmiechnęła i uściskałyśmy się przyjaźnie.
- Dobra panowie! Trzeba się szykować! – usłyszeliśmy głos trenera.
Maciek poczochrał mnie po głowie, uśmiechnął się i powiedział, że zostawia mnie w rękach Ewy.
- Mówiąc szczerze, nie poznaję go ostatnio – powiedziała gdy wszyscy się oddalili.
- Hę? – nie wiedziałam co ma na myśli.
 - No Maćka. Zachowuje się przy tobie zupełnie inaczej niż zwykle.
- Co masz konkretnie na myśli?
- Jest bardziej wesoły i otwarty. Zawsze trudno było go rozgryźć, nigdy nie wiadomo było jaki humor akurat będzie miał nasz Kotek.
- Faktycznie. Nie znam go od tej drugiej strony.
- Ale wiesz, że powód tego może być tylko jeden? – zrobiłam zdziwioną minę – Zakochał się.
- Wydaje ci się… - powiedziałam. Podejrzewałam to a tak bardzo chciałam się mylić. Był świetnym przyjacielem ale tylko PRZYJACIELEM.
- Wiem co mówię, a raczej widzę – powiedziała uśmiechając się. Zauważyła chyba moją minę gdyż z jej ust padło pytanie – ale ty w nim nie bardzo co?
- Jest dla mnie przyjacielem – powiedziałam od razu. Nie chciałam owijać w bawełnę. Czułam, że mogę jej powiedzieć prawdę.
- Spokojnie, czasami uczucie rodzi się z czasem, zobaczysz, wszystko jakoś się ułoży. Chyba, że może jest ktoś… - zaczęła, zachęcając mnie do dokończenia jej zdania.
- Nie, nie ma – skłamałam. Po co miałam wspominać o czymś co i tak nie miało prawa istnienia. W moich myślach pojawiła się roześmiana twarz Stefana jednak szybko chciałam pozbyć się tego widoku. Nie powinnam nawet o nim myśleć. Poza tym sama nie wiedziałam jeszcze jak nazwać to co czułam do Austriaka. Wydawało mi się jednak, że Ewa dostrzegła moje zawahanie lecz nic nie powiedziała.
Ewa chciała porobić trochę zdjęć okolicy więc po prostu chodziłam za nią, czasami odpowiadając na zadane przez nią pytanie. Trzeba przyznać, że potrafiła człowieka przekonać do różnych rzeczy. Udało jej się namówić mnie, żebym zapozowała jej do kilku zdjęć. Wiedziałam, że ma talent ale teraz mogłam się przekonać o tym na własnej skórze. Zdjęcia były naprawdę świetne. Następnie poszłyśmy coś zjeść. Lubiłam ją, można było z nią porozmawiać tak na luzie, nie naciskała a jednocześnie i tak wiedziałam, że mogę jej zaufać. Wiadomo, nie w stu procentach ale jednak zaufać.
Gdy wróciłyśmy pod skocznię, wokół był już tłum. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że mogę sobie tak po prostu wejść bocznym wejściem i iść do domków skoczków. Widziałam, sportowców różnych narodowości, przed chwilą przeszedł koło mnie Andreas Wellinger. Siedziałyśmy z Ewą pod domkiem skoczków gdy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Nie znałam tego numeru. Otworzyłam ją a moim oczom ukazał się tekst w języku angielskim.
Szkoda, że nie Cię tu nie ma. Czułbym się lepiej ale i tak wiem, że dzisiaj będzie lepiej niż wczoraj. Stefan :)
Nie miałam pojęcia skąd ma mój numer. Jak widać w środowisku skoczków nie trudno o żadną informację. Podniosłam głowę i zobaczyłam go w oddali. Stał do mnie plecami, chyba jeszcze mnie nie widział. Powiedziałam Ewie, że za chwilę wrócę i udałam się w jego stronę. Nie widziałam jednak z kim rozmawiał. Z kim by innym… oczywiście z Michim. Wyciągnęłam telefon i napisałam wiadomość na numer, z ostatniej przychodzącej wiadomości.
Kto powiedział, że nie? :p Odwróć się lepiej.
Gdy wysłałam wiadomość byłam już niedaleko. Widziałam, że wyciąga telefon, chwila zawahania i odwraca się z wyrazem niedowierzania. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Podeszłam do niego a on szybko porwał mnie w ramiona i podniósł. Od razu oboje zaczęliśmy się śmiać. Kiedy postawił mnie już na ziemi odwrócił się, żeby powiedzieć coś do swojego przyjaciela jednak Michaela już tutaj nie było. Był jakieś osiem metrów dalej i szedł przed siebie.
- A temu o co chodzi? – spytałam. Chciałam wiedzieć.
- O nic. Pewnie ktoś go zawołał czy coś – powiedział z uśmiechem.
- Nie zauważyłeś jak na mnie patrzy? Jakbym mu co najmniej matkę zabiła.
- Wydawało mi się, że jest w stosunku do ciebie w porządku – widziałam po jego twarzy, że faktycznie jest zdziwiony.
- Dobra, nieważne. Jeżeli jeszcze kiedyś w przyszłości go spotkam to sobie to z nim wyjaśnię…
- Może ci się wydawało? Ale porozmawiam z nim.
- Nie, nie rób tego. Kiedyś to załatwię – uśmiechnęłam się.
- Dobra, jak to się stało, że tutaj jesteś? – znowu szeroki uśmiech.
- A no taka niespodzianka – powiedziałam śmiejąc się – Maciek mnie poprosił więc jestem.
- Ahaa, Maciek?
- No tak, a właściwie to reszta chłopaków też. Wiesz co? Chyba powinnam już iść. Daj z siebie wszystko jak zawsze trzymam kciuki!
Wróciłam do siedzącej Ewy.
- No to ja już chyba wiem co jest grane – powiedziała uśmiechając się do mnie.
- Nie wiem o czym mówisz – nie udało mi się jednak zachować kamiennej twarzy i uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy.
- Okej, nie chcesz mówić nie mów.
Wspaniale oglądało mi się zawody z Ewą i kadrą. Na szczęście pogoda sprzyjała. Konkursy w Zakopanem naprawdę mają w sobie jakąś magię. Stefan miał rację. Było lepiej niż wczoraj. Zajął drugie miejsce! Zaraz za… Kamilem! Ewa rzuciła mi się na szyję ze szczęścia. Obie skakałyśmy szczęśliwe. Dawid znalazł się na dziewiątym miejscu a reszta naszej reprezentacji uplasowała się w drugiej i trzeciej dziesiątce. Wspaniały konkurs. Szybko pozbieraliśmy swoje rzeczy i udaliśmy się do hotelu. Przed nim zobaczyliśmy busa Austrii i Norwegii.
       Tak jak obiecał Maciek, pokój miałam dla siebie. Wieczorem jeszcze trochę porozmawialiśmy po czym każde poszło do siebie. Spało mi się wyjątkowo dobrze, to chyba z nadmiaru wrażeń. Obudziłam się rano i przez okno zobaczyłam zbierających się pomału Austriaków. Nie mogłam pozwolić aby uciekli bez pożegnania. Szybko się ogarnęłam i wybiegłam przed hotel. Od razu wpadłam w objęcia Stefana gdyż wczoraj nawet nie miałam kiedy pogratulować mu drugiego miejsca. Pożegnałam się szybko ze wszystkimi i wróciłam do Krafta. Było chłodno a ja wyszłam w krótkim rękawku. Widząc to przytulił mnie mocno do siebie a ja objęłam go tak, że moje ręce znajdowały się pod jego polarem. Było mi tak dobrze. Nie wiedziałam kiedy będę mogła znowu go przytulić i czy w ogóle to kiedyś jeszcze nastąpi. Usłyszałam, że chłopak cicho się śmieje, podniosłam delikatnie głowę i zobaczyłam, że patrzy na coś za mną z szerokim uśmiechem. Szybko się odwróciłam i zdążyłam jeszcze dostrzec Gregora szczerzącego się od ucha do ucha z dwoma pokazanymi kciukami w górę. Jednak już po chwili zaczął się rozglądać i pogwizdywać jak gdyby nigdy nic. Sama zaczęłam się śmiać, na co uśmiechnął się do mnie i wszedł do busa. Zaraz za nim nie zwracając na nas uwagi wszedł Michi i reszta załogi. Na pożegnanie cmoknęłam Austriaka w policzek co on po chwili odwzajemnił i wszedł do autobusu. Nadal czułam jego zapach. Stałam i machałam kiedy odjeżdżali po czym gdy zniknęli na zakręcie wróciłam do hotelu gdyż Piotrek właśnie wołał mnie na śniadanie.
      ___________________________________
      To już chyba będzie normalne, że rozdziały będą pojawiały się w niedzielę. Po prostu wcześniej nie potrafię się wyrobić. Jak Wam się podoba? Mam nadzieję, że nie jest najgorzej. Trochę mnie to boli, że jeszcze właściwie nic się nie dzieje. Wybaczycie? 
      Dziękuję za wszystkie komentarze i jak zwykle proszę o ich jak największą ilość ponieważ chcę znać Wasze zdanie :) 
      Do następnego! Buziaki ;*

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 7

"Czasem jeden mały przypadek sprawia, 
że całkiem niespodziewanie na naszej drodze pojawia się ktoś,
na kogo czekaliśmy od bardzo dawna. 
I ta właśnie osoba daje nam szczęście, którego nam brakowało."

Po północy obudził mnie dzwonek telefonu. Zaspana szybko się zerwałam i spojrzałam na wyświetlacz „Madzia”. Serce od razu zaczęło mi szybciej bić, pierwsze co przyszło mi do głowy to myśl, że coś się stało i nie może jutro (a właściwie już dzisiaj) ze mną jechać. Drżącą ręką podniosłam telefon, odebrałam przykładając go do ucha.
- Halo? – spytałam i momentalnie odsunęłam telefon od ucha gdyż usłyszałam jej „jakże powalający wokal”
- Stoooo lat, stooo lat, niech żyje, żyjee naaaaam! Nieeeech żyje nam!!! – właściwie to krzyczała – Życzę ci dużo, dużo zdrówka! Fajnego chłopaka! Spełnienia marzeń! Najlepszych osiemnastych urodzin, które spędzisz ze mną! Jak najwięcej przypałów… oczywiście też ze mną! No i wszystkiego, wszystkiego naj!
- Dziękuuuuuję! – powiedziałam to chyba za głośno, gdyż usłyszałam kaszel ojczyma z sąsiedniego pokoju – Jesteś kochana ale lepiej idź już spać żebyś mi nie zaspała.
- Dobra, dobra. To będą Twoje najlepsze urodziny! – mówiła z entuzjazmem.
- Wiem!
- Dobra, musimy iść spać. Dobranoc moja solenizantko!
- Dobranoc. – rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szafkę przy łóżku. Ale gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki zaczęły przychodzić wiadomości o nieodebranych połączeniach… Po chwili usłyszałam dzwonek ponownie, odebrałam szybko, żeby nikogo w domu nie budzić i nawet nie zdążyłam zobaczyć kto do mnie dzwoni jednak szybko się dowiedziałam gdy usłyszałam głos Ingi. Złożyła mi życzenia i zakończyłyśmy rozmowę. Przyszło jeszcze kilka sms’ów ale nawet nie podnosiłam ręki po telefon. Przeczytam je rano.
Obudziłam się dość wcześnie, zresztą czemu się dziwić. Jeszcze nie wyszłam z łóżka a już czułam jak bardzo jestem zdenerwowana. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i zobaczyłam trzy wiadomości. Przeczytałam je i odpisałam. Wytrzymałam do szóstej trzydzieści po czym wstałam i zaczęłam się ogarniać. Napisałam również wiadomość do Madzi:
Mam nadzieję, że już nie śpisz :)
Zawsze miała problem z rannym wstawaniem, zresztą jak ja ale jakoś umiałam sobie z tym radzić, czego nie można powiedzieć o mojej przyjaciółce. Szybko otrzymałam odpowiedź:
Oczywiście, że nie :) Wstałam! :D
W takich chwilach wszystko robiłam z zadziwiającą prędkością, przez co później musiałam siedzieć i czekać patrząc na pomału przesuwające się wskazówki zegara. Nie potrafiłam doprowadzić się do porządku, byłam jak nakręcona. Kiedy już się ogarnęłam poszłam przygotować sobie coś do zjedzenia. Z trudem cokolwiek przechodziło mi przez gardło, trwało to dużo dłużej niż zazwyczaj ale zjadłam śniadanie. Mama oczywiście zadbała abym nie była głodna… przygotowała mi bułki na drogę (choć ona wcale nie miała być jakaś kosmicznie długa) i jakieś drobne przekąski, na które nawet nie zwróciłam uwagi wrzucając je do torby. Oczywiście chyba z pięć razy sprawdzałam, czy na pewno wszystko spakowałam. Wysłuchałam jeszcze szybkich życzeń od domowników i wyszłam. Z Magdą byłam umówiona o ósmej. Czekając na nią, nie potrafiłam ustać w miejscu ale wreszcie zobaczyłam ją idącą w moją stronę. Jej promienny uśmiech widziałam już z daleka pomimo mojej wady wzroku. Od razu rzuciła mi się na szyję i zaczęła składać mi życzenia po raz drugi. Przeszłyśmy kawałek na przystanek tramwajowy. Naszym pierwszym celem podróży były Katowice, z których miałyśmy busa do Wisły. Była sobota rano, więc w tramwaju nie było tłoku. Z centrum przeszłyśmy kawałek na dworzec autobusowy i czekałyśmy na busa. Wolałyśmy być trochę wcześniej aby na pewno załapać się na wolne miejsca. Wokoło kręciło się już kilka osób. Byłam bardzo ciekawa ilu z nich wybiera się w to samo miejsce co my. Gdy podjechał bus, byłyśmy jednymi z pierwszych osób jakie wsiadły do pojazdu. Wtedy byłam już spokojniejsza… dojedziemy. Ja usiadłam oczywiście przy oknie. Widziałam, że pomimo, iż Magda nie była wielką fanką skoków to też cieszyła się na ten wyjazd, co było dla mnie ważne. Nie chciałam, żeby było to dla niej męczarnią i znosiła to tylko dla mnie. Najpierw rozmawiałyśmy jak najęte, po czym ja zaczęłam słuchać muzyki przez słuchawki a ona wyciągnęła książkę. Zauważyłam kilka osób, które również jechały na skoki. Poznałam ich po gadżetach oraz dlatego, że między piosenkami słyszałam urywki ich rozmów. Tak bardzo się cieszyłam, nie chciało mi się wierzyć, w to, że już dzisiaj zobaczę tych, których tak kochałam widząc tylko na ekranie telewizora czy komputera. Myślałam tylko o jednym… będę bliżej nich, niż kiedykolwiek w życiu. Po wczorajszym dniu, mogłam się już spodziewać wszystkiego. Nie mogłam się doczekać aby ponownie zobaczyć naszych skoczków a gdy myślałam o wszystkich skoczkach światowej sławy czułam jak serce zaczyna mi znowu szybciej walić. Podczas drogi dostałam jeszcze kilka wiadomości z życzeniami, także od Maćka, który zapowiedział mi, że na pewno zapamiętam ten dzień na zawsze. Już się bałam. Po niecałych dwóch godzinach drogi dojechaliśmy do Wisły. Pokój miałyśmy wynajęty w centrum. Dość łatwo udało nam się znaleźć dom, w którym miałyśmy mieszkać. Pokój nie był duży, ale przytulnie urządzony. Odłożyłyśmy bagaże, zabrałyśmy tylko to co będzie nam potrzebne i poszłyśmy szukać jakiegoś busa do Malinki, co okazało się dość łatwe. Gdy byłyśmy już na miejscu było przed jedenastą. Choć do konkursu było jeszcze dużo czasu wszędzie chodzili kibice, był to piękny widok. Napisałam wiadomość do koleżanki - Kasi, która także tu była, że jesteśmy już na miejscu. Nie był to jej pierwszy raz na zawodach więc liczyłam na jej doświadczenie. Pokój miała wynajęty dość blisko skoczni. Spotkałyśmy się przed skocznią, nie umiałam już powstrzymać emocji. Czas tak przyspieszył, że sama nie wiedziałam już co się działo. Na szczęście Kasia, doskonale panowała nad czasem i wiedziała gdzie i kiedy powinnyśmy iść. Całe szczęście, że tam była bo ja sama nie zorientowałabym się w terenie. Porozmawiałam jeszcze przez telefon z Patrykiem, który tak się rozgadał składając mi życzenia urodzinowe, że nie umiał skończyć. Naprawdę się uśmiałam chociaż byłam w takim humorze, że śmiałam się chyba ze wszystkiego. Pod skocznię schodziło się coraz więcej ludzi, na szczęście udało nam się zając dobre miejsca w kolejce. Magda wszystkiemu i wszystkim robiła zdjęcia, zresztą sama jej powiedziałam, żeby uwieczniła każdy element. A ona ze swoją pasją do fotografowania wypełniała postawioną przeze mnie misję wzorowo. Ze wszystkich stron docierał do mnie gwar ludzi. Od momentu gdy zostały otworzone bramki czas zaczął pędzić z zadziwiającą prędkością. Wszystko działo się tak szybko. Oczekiwanie na rozpoczęcie konkursu drużynowego i sam jego przebieg. W naszym stojącym sektorze panowało takie zamieszanie i tłok. Byłyśmy przy samych barierkach dzięki czemu mogłyśmy z tak bliska przyglądać się idącym po oddanych skokach skoczkom. Podziwiałam ich cierpliwość do fanów. Byłam tak zaaferowana tym wszystkim co działo się wokół mnie, że nawet nie wiedziałam kto, które miejsce aktualnie zajmuje. Drużynówkę wygrali Austriacy, drugie miejsce przypadło Niemcom a trzecie Polakom. Po zakończeniu konkursu ja i Madzia rozdzieliłyśmy się już z Kasią i ruszyłyśmy aby spróbować zdobyć zdjęcia i autografy skoczków. Przepychałyśmy się w tłoku, gdy wreszcie byłyśmy już w pobliżu domków skoczków, pierwszymi, których zauważyłam była nasza reprezentacja. Wiedziałam, że wśród nich będzie także Maciek. Musiałam im pogratulować świetnego trzeciego miejsca. Gdy już się do nich przepchałam szybko im pogratulowałam i już miałam iść w kierunku tłumu zgromadzonym wokół Austriaków gdy Maciek złapał mnie za rękę i powiedział
- Czekaj, pomogę Ci. Mam lepszy sposób niż, przepychanie się wśród tych wszystkich fanów – co miałam zrobić? Zaufałam mu, wiedziałam, że na pewno lepiej zna teren niż ja więc pozwoliłam mu się poprowadzić, złapałam Magdę szybko za rękę i pociągnęłam za sobą. Odciągnął nas na bok, kompletnie nie orientowałam się w tym co się dzieje, ale po dosłownie minucie może półtora metra dzieliło mnie od Gregora Schlierenzauera.
- Osobiście zadbam o to, żebyś miała zdjęcie i autograf każdego – usłyszałam głos Maćka. Po chwili już szturchał go w ramię i głośno prosił, żeby do nas podszedł. Stałam jak sparaliżowana gdy przede mną pojawił się Austriak. Nie słyszałam nawet tego co mówił do niego mój przyjaciel. Gregor uśmiechnął się do mnie i widząc Magdę z aparatem stanął obok mnie i zapozował do zdjęcia. Na szczęście chwilę przed zrobieniem zdjęcia trochę się ogarnęłam i mój zastygły w szoku wyraz twarzy zmienił się na uśmiech. Podpisał mi się także na zdjęciu, które miałam przygotowane w tym celu. Po chwili pojawili się także Thomas Diethart, Michael Hayboeck i Stefan Kraft. Podczas zdjęcia z każdym z nich moje serce biło jak szalone ale przy tym ostatnim stało się ze mną coś dziwnego. To nie były już tylko nerwy. W moim żołądku zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę u bruneta były oczy. Te nieziemskie czekoladowe oczy. Nasze spojrzenia się spotkały. Podszedł objął mnie w talii i pozwolił sobie zrobić zdjęcie. Po chwili pojawili się przy nas także reprezentanci Polski i stało się coś co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej. Maciek zaintonował głośne Sto lat a wszyscy wokoło (którzy znali język polski) dołączyli się i zaczęli śpiewać głośne „Sto lat”. Gdy patrzyłam na te ich uśmiechy było mi tak gorąco. Sama byłam w szoku, że jeszcze tu stałam a nie zemdlałam z wrażenia. Gdy skończyli zaczęli mi składać życzenia, ku mojemu zaskoczeniu życzenia składali mi także skoczkowie Austriaccy. W duchu dziękowałam wszystkim moim nauczycielom angielskiego za to, że udało im się doprowadzić mój angielski do tak wysokiego poziomu, że mogłam się bez problemu porozumiewać z obcokrajowcami. Maciek powiedział, żebyśmy za dziesięć minut były przy busie naszej reprezentacji. Skoczkowie kontynuowali spełnianie próśb fanów a my poszłyśmy skorzystać jeszcze z chwili czasu. Bardzo blisko nas pakowali się Norwegowie. Udało nam się jakoś do nich przebić i udało mi się zdobyć zdjęcie z Johannem Andre Forfangiem i Andersem Fannemelem oraz ich autografy. Następnie szybko przedostałyśmy się do busa, o którym wspominał mi Kot. Gdy nas zobaczył, podszedł i zaoferował podwózkę.
- Wspominałaś, że macie pokój w centrum. My też mieszkamy w hotelu w Wiśle więc możecie zabrać się z nami. Na pewno będzie wam wygodniej niż tłuc się jakimś autobusem z tym tłumem.
- Dzięki. Chętnie skorzystamy – grzechem byłoby nie skorzystać. Uśmiechnął się i zaprosił nas do środka. Magda całkiem nieźle dogadywała się z chłopakami. Droga nie była długa, najgorsze było wydostanie się spod skoczni. Wszędzie samochody i ludzie nie patrzący gdzie idą. Po chwili byliśmy już pod hotelem, w którym mieszkali. Nie było stąd daleko do miejsca noclegu mojego i przyjaciółki. Kawałek dalej widziałam jak z austriackiego busa wychodzą skoczkowie. Zatrzymali się w tym samym hotelu. Bez problemu rozpoznałam tych, z którymi jeszcze parędziesiąt minut temu rozmawiałam. Jeden z nich patrzył w naszym kierunku. Był to Stefan.
- Jest dopiero dwudziesta, wracacie już do siebie czy zostaniecie jeszcze z nami? – spytał Kamil. Spojrzałam z pytającym wyrazem twarzy na Magdę. Widziałam, że chce zostać. Chyba trochę się wkręciła w ten inny świat.
- No to zostaniemy jeszcze chwilę – powiedziałam do chłopaków.
- Dobra, to bierzemy nasze graty i u kogo w pokoju się spotykamy? – spytał z entuzjazmem Dawid.
- Może u mnie i Piotrka? – zasugerował Kamil.
- Okej! – rzucili na odchodne i pozbierali swoje rzeczy.
- Który to numer pokoju? – ku mojemu zdziwieniu pytała o to Madzia – dołączę do was za chwilę, tylko pogadam z chłopakiem – i pokazała na telefon.
- 214 – powiedział Żyła z uśmiechem.
- Dobra, to ja już idę, nie zgub się – rzuciłam ze śmiechem w stronę przyjaciółki. I poszłam za Maćkiem. Najpierw do jego pokoju, żeby zostawił rzeczy, wziął prysznic a później do pokoju Kamila. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się i komentowaliśmy dzisiejszy konkurs. Nie obyło się także bez obstawiania wyników jutrzejszego konkursu indywidualnego.
- A Magda nadal nie przyszła? – rzucił nagle Janek.
- Faktycznie, nie wiem co z nią… - zaniepokoiłam się – zejdę na dół, może gdzieś się tam kręci, pewnie się zagadała.
- Pójdę z tobą! – szybko zareagował Maciek.
- Nie trzeba – uśmiechnęłam się – nie zgubię się przecież.
Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Byłam już przed budynkiem i rozglądałam się w poszukiwaniu przyjaciółki gdy nagle poczułam, że ktoś na mnie wpadł. Szybko odwróciłam się wystraszona i nagle ujrzałam już dzisiaj po raz drugi z bliska te czekoladowe oczy, które mogły należeć tylko do jednej osoby.
- Przepraszam! Zamyśliłem się i cię nie zauważyłem – zaczął się tłumaczyć Stefan. Ten angielski ostatnio coraz częściej mi się przydaje.
- Spokojnie, nic się nie stało… - zobaczyłam jak uważnie mi się przygląda.
- To ty… przyjaciółka polskiej kadry… dobrze pamiętam?
- Tak to ja.
- Stefan – powiedział wyciągając rękę na przywitanie.
- Agata – uścisnęłam ją.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! – teraz na jego twarzy zobaczyłam już wyraźny uśmiech.
- Jeszcze raz, dziękuję! – no, Maciek miał rację… ten dzień na pewno zapamiętam…
- Co tutaj robisz sama? – i wtedy przypomniałam sobie, po co wychodziłam.
- Szukam przyjaciółki… - ponownie zaczęłam się za nią rozglądać.
- Może to ona? – wskazał w stronę małego parczku. Spojrzałam w tamtym kierunku. Miał rację! Dalej spacerowała i rozmawiała przez telefon.
- Taaaak, dzięki, to ona. Ale nie będę jej przeszkadzać, pójdę na górę, bałam się tylko, że coś się stało.
- To może poczekasz na nią… tutaj… będziemy mogli porozmawiać czy coś… - czy ja śniłam? Czy właśnie Stefan Kraft proponował mi spędzenie wspólnego czasu.
- Poczekaj – powiedziałam i szybko skierowałam się w stronę Magdy. Podeszłam do niej a ona odsunęła telefon od ucha.
- Co jest? Wiem, trochę się zagadałam… już kończę. – powiedziała
- Nie o to chodzi… znaczy… ile jeszcze czasu mogłabyś z nim rozmawiać? – widziałam na jej twarzy, że nie wie o co mi chodzi. Pokrótce przedstawiłam jej sytuację na co zaczęła się śmiać.
- Dobra, połaź z nim gdzieś tu a ja postaram się jeszcze trochę pogadać.
Odwróciłam się i skierowałam się w stronę czekającego Austriaka. Z uśmiechem powitał mój powrót.
- Powiedziała, że postara się szybko skończyć więc nie będziesz musiał, czekać tu ze mną długo – uśmiechnęłam się – to może gdzieś tu pospacerujemy?
- Jasne.
Poszliśmy w stronę parczku, czułam się przy nim tak… inaczej… nawet nie wiem kiedy oddaliliśmy się od hotelu i zaczęliśmy iść przez centrum. W międzyczasie Stefan założył na głowę kaptur chcąc uniknąć zaciekawionych spojrzeń i fanów.
- Nie lubisz tego? Po co się pytam… to pewnie musi być męczące… to całe zamieszanie wokół ciebie… - zmieniłam temat.
- Lubię, lubię mieć kontakt z fanami… ale to czasami męczące… zero prywatności… - miałam okazję poznać prawdziwego Stefana Krafta. Muszę przyznać, że był… inny… inny niż się spodziewałam. Jasne był moim ulubionym skoczkiem ale nie miałam pojęcia jaki był. Teraz mogę powiedzieć, że zaskoczył mnie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Był szczery… tak, to biło od niego od razu. Pogodny, był typem wariata wiecznie chcącego żartować i się wygłupiać. Spacerowaliśmy po ciemnym mieście i rozmawialiśmy. Jedynym źródłem światła były latarnie w oddali, światła okien i gwiazdy. Czułam się wyjątkowo. Jednak całkowicie straciłam rachubę czasu. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu i zobaczyłam, że dzwoni Maciek.
- Przepraszam – mruknęłam do Stefana i odebrałam telefon.
- Gdzie ty jesteś? – usłyszałam od razu głos przyjaciela.
- Spokojnie. Przepraszam… straciłam poczucie czasu. Będę za chwilę, czekaj w pokoju Kamila – wiedziałam, że tam właśnie jest gdyż słyszałam śmiechy drużyny.
- Dobra, czekamy – i rozłączył się.
- Chyba powinniśmy już wracać – usłyszałam głos obok siebie.
- Taaaak – powiedziałam z uśmiechem.
Gdy byliśmy już pod hotelem powiedział, że odprowadzi mnie pod pokój, chciałam protestować ale nie dał mi szansy. Gdy już mieliśmy się pożegnać powiedział:
- Dziękuję.
- Za co? – spojrzałam na niego zdziwiona.
- Za rozmowę. Za to, że zachowywałaś się tak… normalnie… nie traktowałaś mnie tak jak wszyscy… jako „wielką gwiazdę”. Przy tobie mogłem się poczuć… normalnie.
- Nie masz za co dziękować. To była dla mnie ogromna przyjemność – przytulił mnie na pożegnanie. Mogłam jeszcze przez ułamek sekundy patrzeć w jego oczy i dostrzegać w nich prawdziwą radość, po czym odwrócił się i poszedł dalej korytarzem. Nagle przed nim wyrosła sylwetka kogoś kogo nie spodziewałam się już dzisiaj zobaczyć. Michael.
- Stefan, tu jesteś… szukaliśmy cię.
- Tak jestem, jestem, nic mi nie jest. Byłem na spacerze – w tym momencie wzrok Michaela spoczął na mnie. Uśmiechnęłam się do niego. Po konkursie był dla mnie miły, składał mi życzenia więc nie widziałam powodu, dlaczego miałabym być dla niego oschła. Jednak on widział. To nie było już to przyjazne spojrzenie ale poczułam chłód bijący z jego błękitnych oczu. „A temu o co chodzi?” – pomyślałam i weszłam do pokoju, przed którego drzwiami stałam już kilka minut.
- No jesteś wreszcie! – wszyscy ucieszyli się na mój widok – myśleliśmy już, że faktycznie się zgubiłaś.
- Dobra, może mam kiepską orientację w terenie ale nie aż tak! – powiedziałam z pretensją ale i uśmiechem. Widziałam, że Magda świetnie się z nimi dogaduje.
- To co? Zbieramy się? – powiedziała do mnie.
- Tak, jest już późno a wy panowie – tu zwróciłam się do chłopaków – musicie się wyspać! Któregoś z was, chcę jutro widzieć na podium.
- Ma się rozumieć – dumnie wypiął się Kamil, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Odprowadzę Was – zaoferował się Maciek.
- Nie musisz.
- To nie było pytanie – powiedział z uśmiechem.
- Dobra, to chodź – zaśmiałam się. Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i wyszliśmy w trójkę z pokoju.

Maciek odprowadził nas pod same drzwi a gdy zostałyśmy już same w pokoju, Magda stwierdziła, że muszę jej wszystko dokładnie opowiedzieć. Położyłam się spać z myślą, że właśnie kończą się moje najlepsze urodziny w życiu. A jeżeli chodzi o Michaela… po pewnym czasie zaczęło mi się wydawać, że może źle to wszystko odczytałam…
__________________________________________
No i jestem i ponownie przepraszam za ten poślizg w czasie! Postaram się to naprawić! :) 
No i jak Wam się podoba? Bo mi po części się podoba a po części nie... No ale tak czy siak wreszcie pojawili się Austriacy! :D 
Dziękuję, za wszystkie komentarze pod rozdziałami i jak zwykle zachęcam Was do pisania swoich opinii :) Nie przeciągam i do następnego! xx
Buziaki! 

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 6

"W zasadzie życie łamie wszystkie reguły i zasady,
 a na dodatek każdemu potrafi dać prezent - niespodziankę... 
I chyba ta nieprzewidywalność jest najpiękniejsza..."

Otworzyłam oczy. Poczułam gorące promienie słońca padające na moją twarz. Był to mój przedostatni poranek tutaj… w Zakopanem… moim ukochanym mieście. Lekko uniosłam głowę i prawą ręką sięgnęłam po telefon. Ostatnio zwykle budziłam się właśnie około dziewiątej. Powinnam wstać ale tak mi się nie chciało. Pragnęłam schować się przed promieniami rażącymi moje oczy pod ciepłą kołderką jednak w tym momencie usłyszałam ciche pukanie do drzwi i głos mojej mamy:
-Wstałaś?
-Mhm – mruknęłam lecz raczej wątpiłam żeby to usłyszała. Podniosłam się z łóżka, podeszłam do drzwi i przekręciłam klucz tkwiący w zamku. Taki miałam nawyk, zawsze wolałam być zamknięta. Mama weszła do pokoju i powiedziała, że zaraz będzie śniadanie i poszła do ich pokoju. Podeszłam do szafki aby wybrać coś do ubrania. Padło na pierwsze lepsze wygodne ciuchy czyli krótkie dżinsowe spodenki i granatową bluzkę na ramiączkach. Poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam, włosy zaplotłam w warkocz i lekko jak zwykle pomalowałam oczy. Wyszłam z pokoju, oczywiście dokładnie zamykając drzwi na klucz i poszłam do pokoju mamy i ojczyma. Faktycznie śniadanie było już gotowe. Po posiłku wróciłam do siebie z zamiarem poczytania książki. Przez cały pobyt raczej nie miałam na to czasu a zabrałam ze sobą autobiografię Svena Hannawalda. Najpierw jednak musiałam zadzwonić do Maćka. Chciałam wykorzystać jeszcze ten dzień pobytu aby spędzić go właśnie z nim. Wybrałam jego numer i zadzwoniłam. Nie odebrał. Pewnie jest na treningu, za dwa dni rozpoczyna się Letnie Grand Prix więc wszyscy trenują. Oddzwoni jak skończą… jak zwykle. Nie dane mi jednak było zatracenie się w lekturę gdyż usłyszałam dzwonek mojego telefonu. „Madzia” oho pewnie chciała się dowiedzieć jak bardzo się stęskniłam za moimi drogimi przyjaciółkami. Odebrałam telefon i oprócz jej głosu usłyszałam także głos Ingi. Dziewczyny od razu zaczęły wypytywać co u mnie i jak nastawienie przed powrotem. Ostatnio nie miałyśmy zbyt wiele czasu na rozmowy więc były one dość krótkie. Powiedziałam prawdę, że stęskniłam się za naszymi pogaduchami ale za to w ogóle nie tęsknię za naszym brudnym szaro-burym miastem. One oczywiście zdały mi relację co u nich oraz wręcz rozkazały mi jutro dać im znać o której będę w domu gdyż musimy się spotkać. Porozmawiałyśmy jeszcze o jakichś bzdurach i uznałam, że pora kończyć. Pożegnałyśmy się a ja ze spokojem ponownie zabrałam się za czytanie i ponownie szybko zostało mi ono przerwane. Znów usłyszałam mój dzwoniący telefon „Maciek”. Odebrałam o od razu usłyszałam jego głos:
- No wreszcie! Z kim ty tyle gadasz?
- Z dziewczynami a co?
- Nic, nic, rozumiem, musiałyście poplotkować co? Nie rozumiem ile dziewczyny potrafią rozmawiać o niczym…
- Jak to o niczym? Oczywiście, że plotkowałyśmy o tobie!
- Ha ha ha – usłyszałam w słuchawce. – Dobra, co dzisiaj robisz?
- Liczyłam na twoją inwencję twórczą – powiedziałam ze śmiechem.
- A ja liczyłem na taką odpowiedź – usłyszałam radość w jego głosie.
- W takim razie zamieniam się w słuch.
- O nie! Tak prosto nie będzie. Po prostu bądź gotowa jakoś około szesnastej.
- Nie mam co próbować, prawda? I tak mi nie powiesz co zaplanowałeś?
- Widzisz jak krótkim czasie dobrze mnie poznałaś? – usłyszałam jego śmiech. – Muszę już lecieć bo chłopaki się niecierpliwią, moja krótka przerwa już się skończyła. To pa! Widzimy się o szesnastej, przyjdę po ciebie! – I rozłączył się.
Super… byłam ciekawa co kombinował no ale przecież się nie dowiem. Chwila… powiedział „przyjdę” a nie „przyjadę”. Więc już wiedziałam, że nie wybieramy się nigdzie daleko. Wtedy do pokoju już drugi raz tego dnia przyszła moja mama:
- Idziemy na miasto, to ostatni dzień, trzeba zapamiętać widoki. Idziesz z nami? – zapytała. W sumie do szesnastej jeszcze dużo czasu.
- Jasne!
Szybko się zebrałam i wyszliśmy. Przeszliśmy się, później poszliśmy na pizzę, było po czternastej. Stwierdziłam, że wrócę do pokoju a oni niech korzystają z wolnego i spacerują czy coś tam. Przyszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Sięgnęłam po nadal leżącą tam książkę i wreszcie zatraciłam się w lekturze. Nawet nie wiem kiedy ten czas minął… od tekstu oderwało mnie pukanie do drzwi. Z trudem odciągnęłam się od książki, wstałam i otworzyłam drzwi a moim oczom ukazał się nie kto inny jak Maciek. Byłam w szoku sięgnęłam po telefon i zobaczyłam, że jest dziesięć po czwartej. Ups…
- Czekałem, czekałem i się nie doczekałem. Można wiedzieć co się stało?
- Emmm, nic takiego, zaczytałam się – odpowiedziałam z przepraszającym uśmiechem. – Wejdź, siadaj czy co tam chcesz, daj mi minutkę w łazience i możemy iść.
Chłopak wszedł do pokoju wygodnie rozłożył się na łóżku i sięgnął po książkę gdy ja poszłam do łazienki.
Po chwili wyszłam i zobaczyłam, jak ten przystojniak leży i czyta. Stanęłam w drzwiach i przyglądałam mu się. Nawet nie zauważył, że wyszłam. Mogłabym tak stać i patrzeć ale przecież wyglądał jakby mu się spieszyło. Chyba pora go uświadomić…
-Ekhm – chrząknęłam na co jego wzrok padł na mnie.
- No no no… ciekawa lektura – powiedział odkładając książkę.
- Gdyby nie była ciekawa to bym jej nie czytała – powiedziałam śmiejąc się.
Wstał, otworzył przede mną drzwi abym wyszła. Zabrałam telefon i wyszłam po czym zamknął pokój na klucz i oddał mi go.
- A teraz mi powiesz gdzie idziemy?
- Jeszcze nie – widziałam jaką radość sprawia mu moja niewiedza.
- A kiedy mi powiesz? – lubiłam niespodzianki ale wolałabym wiedzieć gdzie mnie prowadzi.
- Nie powiem, myślę, że sama się zorientujesz gdy będziemy na miejscu.
- To przynajmniej powiedz czy to jest daleko – prosiłam.
- W sumie… mogłem przyjechać autem - zamyślił się – nie przeszkadza ci gdzieś pół godziny drogi?
- No mogłeś przyjechać autem, ale czym jest to pół godziny miastem z kilkoma godzinami na szlaku – uśmiechnęłam się i spostrzegłam na jego twarzy widoczną ulgę.
- To dobrze.
Rozmawialiśmy jak zwykle o wszystkim. O pogodzie, o ludziach nas mijających, o psach czy o skokach. Zadziwiające było to jak z jednego tematu potrafiliśmy przenieść się na zupełnie inny temat, nie mając pojęcia jak do tego doszło. Co jakiś czas pytałam go czy nie chce jednak powiedzieć mi gdzie idziemy ale za każdym razem kręcił przecząco głową z szerokim uśmiechem. Wreszcie zatrzymaliśmy się przy zwykłym ładnym domku.
- Pamiętasz jak wspominałem ci, że „jeszcze nie mamy wspólnych znajomych, ale przypuszczam że wkrótce będziemy ich mieli”? – powiedział a ja się zamyśliłam. Tak, pamiętałam to… to było zanim poprosił, żebym pojechała z nim do kliniki.
- No pamiętam. I co w związku z tym?
- No i stwierdziłem, że chciałabyś może poznać kilka osób więc zapraszam… - otworzył furtkę i wpuścił mnie abym weszła. Słyszałam jakieś głosy dochodzące zza domu. Wtedy zrozumiałam… byliśmy u niego. Pokierował mnie abym zamiast wchodzić do domu od razu przeszła obok niego, do ogrodu. Czyli miałam poznać jego znajomych… zastanawiało mnie tylko jedno… wiedziałam, że znajomi skoczka to oczywiście nie tylko, ale jednak również skoczkowie. Odpowiedź na myśli kłębiące się w mojej głowie nadeszła szybko, wystarczyło, że doszłam do rogu domu i zobaczyłam co działo się za nim.
Duży drewniany stół, wokół niego krzesła, grill ogrodowy ale co najważniejsze… osoby wokół. Od razu kilkoro z nich rzuciło mi się w oczy Kamil Stoch, Janek Ziobro, Dawid Kubacki, Piotrek Żyła, Klemens Murańka. Były też dziewczyny jednak tą, która rzuciła mi się w oczy jako pierwsza była Ewa, żona Kamila. Stałam i patrzyłam na ten obrazek nie wiedząc, w którą stronę i na kogo mam patrzeć. Wszyscy śmiali się, rozmawiali, nawet nie zauważając naszego przybycia. Poczułam, że stojący za mną Maciek kładzie swoją dłoń na moim ramieniu, pochyla się i mówi mi do ucha….
- Wszyscy się zjechali żeby się trochę „zintegrować” przed LGP. – oho już ja wiedziałam co miał na myśli z tą „integracją”… stała wymówka… „musieliśmy się zintegrować” itp. Dla pewności uniosłam moją prawą rękę i spojrzałam na Maćka. Patrzył na mnie ze zdziwieniem i nie wiedząc o co mi chodzi spytał:
- Co? – jego pytający wzrok przechodził z mojej twarzy na moją podniesioną rękę.
- Oh no uszczypnij mnie! – na te słowa wybuchł śmiechem na co wszyscy spojrzeli na nas. Poczułam, że faktyczni szczypie mnie w opuszczoną już rękę, jednak byłam bardziej skupiona na tych wszystkich twarzach zwróconych w moją stronę. Jedyna osoba, którą tu znałam właśnie zwijała się ze śmiechu… nie do końca wiadomo dlaczego… a wszyscy tu obecni patrzyli na mnie. Poczułam jak się czerwienię. Potrzebowałam pomocy! Skądkolwiek! Potrzebowałam czegoś co odwróciłoby ich uwagę od nas. I wtedy ratunek nadszedł… szkoda tylko, że musiałam tyle na niego czekać.
- Uwaga! Żarcie idzie! – usłyszałam po mojej lewej stronie. Spojrzałam w tamtą stronę jak i wszyscy zgromadzeni i zobaczyłam Kubę wychodzącego z tylnych drzwi domu niosąc tacę z kiełbaskami. – byłoby miło gdyby ktoś pomógł, jest tego trochę do przyniesienia z kuchni. Chciałam jak najszybciej się schować więc uznałam to za idealną okazję.
- To może ja pomogę… - wydusiłam i zniknęłam w drzwiach, z których przed chwilą wyszedł brat Maćka. Usłyszałam, że na zewnątrz ludzie znowu zaczęli rozmawiać więc trochę się uspokoiłam. Zobaczyłam faktycznie masę jedzenia, miski z sałatkami, kolejne kiełbaski, przyprawy i sama nie wiem co jeszcze. Wszystko było przygotowane do wynoszenia. Już chciałam chwycić pierwszą lepszą rzecz, gdy poczułam na moim przedramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Ewy. Uff całe szczęście, że to ona a nie któryś z panów.
- Hej, Ewa – powiedziała wyciągając do mnie rękę.
- Agata – uścisnęłam ją.
- Przepraszam za nich, za nas, nasze zachowanie mogło cię trochę skrępować ale to był dla nas mały szok. – uśmiechnęła się przepraszająco, na co na mojej twarzy również pojawił się uśmiech.
- Przepraszam ale co było takim szokiem bo chyba nie całkiem rozumiem?
- No ty. W sensie, że przyszłaś z Kotem. Już dawno nie widzieliśmy go z żadną dziewczyną, oj dłuuugo. – nie chciałam wnikać w ten temat więc postanowiłam szybko zmienić temat…
- Trzeba się zabierać za wynoszenie tego, wszyscy na pewno są głodni – powiedziałam szybko łapiąc jedną z misek.
- Tak, masz rację.
Wyszłyśmy na zewnątrz i położyłyśmy jedzenie na stole. Wtedy Ewa zaczęła mnie przedstawiać poszczególnym osobom. Nagle pojawił się przy nas Maciek i zwrócił się do Ewy
- Ja to dokończę… - i to on zaczął po kolei przedstawiać mi pozostałych. Dziewczyny, które widziałam wcześniej były to parterki skoczków, między innymi Agnieszka – żona Klimka. Teraz, za drugim podejściem wszyscy zareagowali dużo lepiej. Od razu znaleźliśmy wspólny język choć nadal byłam trochę zestresowana żeby nie palnąć jakiejś gafy co było w moim stylu. Widząc to Maciek i Ewa zmieniali się przy mnie. Zawsze, któreś z nich było w pobliżu wprowadzając mnie do rozmowy. Byłam im za to wdzięczna. Wszyscy umieraliśmy ze śmiechu gdy Kuba i Janek nie potrafili okiełznać grilla. Obydwaj skakali dookoła niego, nie potrafiąc sprawić żeby wszystko działało jak należy. Ostatecznie przegrali bitwę z ogniem co Janek skwitował zdaniem „Wygrałeś bitwę ale nie wojnę!”. Z dziewczynami spokojnie zaspokoiłyśmy się sałatkami jednak panowie nie chcieli odpuścić kiełbasek.
- Ognisko! Ognisko wyjdzie nam lepiej – wymyślił Piotrek.
- Tak! Ja się tym zajmę! – nagle znikąd pojawił się Janek.
- Może lepiej nie? Koty? Ja wam pomogę przy tym ognisku – powiedział Kamil do Maćka i Kuby.
Panowie jakoś tak bardzo się rozweselili a przy tym co jakiś czas znikali dwójkami czy trójkami. Dziewczyny wiedziały gdzie, jednak wolały udawać, że niczego się nie domyślają. „Niech myślą, że są tacy sprytni” mówiła Agnieszka.
Janek nieco się zasmucił, gdyż nie mógł zemścić się na ogniu. Więc gdy bracia wraz z Kamilem rozpalili ognisko, pałeczkę przekazali Jankowi.
- Tylko nie dorzucaj do ognia jak szalony – upomniał go Kamil. Wszyscy zachowywali się jakby był dzieckiem… w sumie był takim dużym dzieckiem.
Płomienie trzaskały, aż miło. Zrobiło się już ciemno, mogłabym tak z nimi siedzieć i wygłupiać się w nieskończoność. W pewnej chwili Kuba wybiegł z domu z gitarą w ręku i krzycząc
-Co to za ognisko bez gitary?
- To ty umiesz grać na gitarze? – spytał zdziwiony Dawid.
- Yyyy no nie, ale mam gitarę… liczyłem na to, że może ktoś z was?
- Wszyscy popatrzyli po sobie i zaczęli kręcić przecząco głowami – no dobra to była, ta chwila, trzeba było się przyznać. Odkąd byłam małą dziewczynką wiedziałam, że będę kiedyś grała na gitarze. Kochałam dźwięk tego instrumentu od zawsze. Kiedyś, wiele lat temu uwielbiałam zasypiać słysząc z sąsiedniego pokoju jak mój tata grał.
- Ja gram – powiedziałam cicho – daj tą gitarę.
- Serio grasz? – powiedział uśmiechnięty i podał mi instrument. Boże, jak ona była rozstrojona… zajęło mi chwilę zanim doprowadziłam ją do stanu używalności. Usiedliśmy przy ognisku, ja grałam a wszyscy śpiewali. Aż przypomniały się harcerskie czasy.
 Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Widząc na wyświetlaczu napis „Mama”  przypomniałam sobie, że przecież nie powiedziałam, że wrócę później a niewątpliwie było już późno. Odebrałam i od razu przeprosiłam mamę. Martwiła się, rozumiem. Powiedziałam, że nic mi nie jest i za niedługo będę się zbierać. Wróciłam do ogniska. Uwielbiałam patrzeć w ogień. Obok mnie przysiadł się Maciek i na moje ramiona zarzucił swoją bluzę. Była taka ciepła, nawet nie wiedziałam, że aż tak było mi zimno.
- Chłodno się zrobiło – powiedział. Kiwnęłam głową. Poczułam jak obejmuje mnie ramieniem a ja wtuliłam się w niego. Siedzieliśmy tak i patrzyliśmy w płomienie.
- Muszę się zbierać – powiedziałam.
- Odwiozę cię – zaoferował się od razu. Spojrzałam na niego ze zwątpieniem.
- To chyba nie najlepszy pomysł. Zauważyłam jak znikaliście co jakiś czas – mimowolnie uśmiechnęłam się.
- O, widziałaś to? To było tylko dla smaku, przecież wiesz, że jutro jedziemy do Wisły a już popołudniu mamy kwalifikacje. Ale ja nic nie piłem żebym mógł cię odwieźć – powiedział z zadowoleniem.
Wstaliśmy i podeszliśmy do wszystkich.
- No to kiedy znowu się widzimy? – spytał Dawid.
- Jak to kiedy? Na Letnim Grand Prix! To już pojutrze! – powiedziałam.
- To na kwalifikacjach cię nie będzie? – spytał Klimek.
- Jutro to dopiero wracam do domu.
- Dobra, ale pojutrze się widzimy! – powiedział Kamil.
Jeszcze raz się pożegnałam po czym poszliśmy do auta. Odwiózł mnie pod dom, oddałam mu bluzę i szybko weszłam do budynku. Poszłam do pokoju mamy, nie spali jeszcze więc powiedziałam, że wróciłam i mogą być spokojni.
-Kto cię przywiózł? – spytał ojczym.
- Maciek Kot – odpowiedziałam bez ogródek.
- Ha ha ha, a serio?
- No przecież mówię.
-Dobra, nie chcesz mówić nie mów, tylko się w nic nie wpakuj… i zjedz coś na kolację – wtrąciła się mama.
- Nie jestem głodna, byłam na ognisku z polskimi skoczkami.
- Tak, a później się obudziłaś…
-Ej! – w sumie trochę się zaniepokoiłam… - to niech mnie ktoś uszczypnie – wyciągnęłam drugi raz tego dnia rękę. Mama mnie uszczypnęła na co się uspokoiłam – nie mamo, to nie sen. Ale teraz idę spać. Dobranoc.
Poszłam do siebie, umyłam się, przebrałam w piżamę napisałam jeszcze krótkiego sms'a do Maćka z podziękowaniami za popołudnie i wieczór. Poszłam spać odkładając na półkę książkę, którą wcześniej Maciek pozostawił na łóżku. Zasnęłam bardzo szybko i nic mi się nie śniło. Rano mama mnie obudziła, mówiąc, żebym wstawała na śniadanie i trzeba się zbierać. Zjadłam i zaczęłam wrzucać ubrania z powrotem do walizki. Znalazłam tam sukienkę, której nawet nie miałam szansy założyć. No cóż. Zaczęliśmy wynosić rzeczy do samochodu. Pakując rzeczy do bagażnika zauważyłam, że przy bramie ktoś stoi. Przyjrzałam się i zobaczyłam, że to Maciek. Podeszłam do niego a pakowanie zostawiłam ojczymowi.
- Myślałaś, że pozwolę ci pojechać tak bez pożegnania?
- Przecież jutro się widzimy – powiedziałam.
- To nie zmienia faktu – zaśmiał się – za chwilę jedziemy ale chciałem ci jeszcze dać to – i wręczył mi dość grubą kopertę. Już chciałam otworzyć ale w tym momencie jego dłoń mnie powstrzymała – nie tutaj! Otwórz to już w drodze.
Byłam ciekawa co jest w środku ale wsadziłam kopertę do torby, którą miałam przewieszoną przez ramię. Poczułam, że bierze mnie w objęcia i przytula abym po chwili już kręciła się z nim w ramionach, tak jak wtedy przed kliniką. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Jeszcze raz się pożegnaliśmy a on odwrócił się i poszedł w stronę centrum.
- Maciek! – krzyknęłam gdy był już z 30 metrów ode mnie – powodzenia w kwalifikacjach! – Zaśmiał się i poszedł.
Wróciłam do auta. Po drodze zauważyłam nieco dziwne miny moich opiekunów.
- Czy to był Maciek Kot? Nasz skoczek narciarski? – spytał ojczym.
- No tak – przytaknęłam.
- Ale co on tu robił?
- Przecież wczoraj wam mówiłam, że byłam z nim! Nie chcieliście mi wierzyć… - i schowałam się we wnętrzu pojazdu. Zamurowało ich. Gdy ruszyliśmy cały czas rozglądałam się i spoglądałam jeszcze na góry. W pewnej chwili przypomniałam sobie o kopercie w mojej torbie. Wyciągnęłam ją i otworzyłam. W środku był plik zdjęć. Były to zdjęcia z wczorajszego popołudnia. Przy niektórych nie dało się powstrzymać śmiechu, na przykład przy zdjęciu Janka i Kuby walczących z grillem. Najbardziej zaskoczyło mnie zdjęcie moje i Maćka przy ognisku. Wyglądaliśmy tam jak zakochana para. Wolałam nie przyglądać się mu zbyt długo. Poczułam wibracje w mojej kieszeni, wyciągnęłam telefon i zobaczyłam wiadomość od Maćka:
Obejrzałaś już? :)
Odpisałam: Tak, zdjęcia świetne! :)
Przyjechaliśmy do domu.
- No teraz trzeba wrócić do normalności – powiedziała mama.
- Ja jeszcze nie. Ja jutro ruszam dalej – powiedziałam z radością.
Mój telefon zaczął dzwonić „Madzia”. Ups, miałam dać im znać jak będę wracać. Odebrałam i przyznałam się, że jestem już w domu. Na co Magda powiedziała, że będzie po mnie za dwadzieścia minut i rozłączyła się. A ja położyłam się na moim łóżku z myślą „wszędzie dobrze ale w domu najlepiej”.
Później poszłam na spacer z Magdą, musiałam jej wszystko dokładnie opowiedzieć. Jednak moją opowieść przerwał mój dzwoniący telefon, spojrzałam na niego i zobaczyłam napis „Patryk”. Oho co to się stało, że mój kochany starszy brat się odzywa…
- Halo?
- Cześć młoda! To o której jutro możemy wpadać do ciebie na imprezę urodzinową? – jego pozytywne nastawienie do wszystkiego zawsze wprawiało mnie w dobry humor.
- Eeeeem… tylko wiesz… ja jutro wyjeżdżam – powiedziałam
- Gdzie? Przecież chyba dzisiaj mieliście wracać, co?
- No tak, ale jutro jadę do Wisły. Na Letnie Grand Prix.
- A kiedy wracasz?
- Trzeciego.
- Dobra, to trzeciego chcesz czy nie, będę.
- Okej, trzymaj się.
- Na razie – i rozłączył się. Często się kłóciliśmy… chociaż nie, kiedyś tak było. Gdzieś tak od roku bardzo rzadko się widywaliśmy, więc nawet nie mieliśmy kiedy się kłócić. Tak czy siak, uważałam go za najlepszego brata na świecie. Zawsze, w co by się nie wpakował, stałam za nim murem, choć często było to ze szkodą dla mnie.
Kontynuowałam więc rozmowę z przyjaciółką gdy mój telefon ponownie zadzwonił. Tym razem był to Maciek. Pytał jak tam droga powrotna i powiedział, że kwalifikacje poszły świetnie. „Już nie mogę się doczekać jutra” – powiedziałam z entuzjazmem. Zakończyliśmy rozmowę i wreszcie mogłyśmy spokojnie poplotkować.

Tego dnia położyłam się spać dość szybko, jednak nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o następnym dniu. Jutro miało się spełnić moje marzenie! 
__________________________________
Muszę Was przeprosić za dwie rzeczy... 
1. Za to małe opóźnienie, wybaczcie ale to zamieszanie z LGP... ale udało się! Jadę! A wy? :D 
2. Za to że tak długo musicie czekać na Austriaków... mieli pojawić się już w tym rozdziale ale trochę się rozpisałam. W następnym będą już na 100%! :) 
No to teraz tak... 
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba :) Jak dla mnie "może być"... no ale chciałam już coś dodać więc tak wyszło. Czekam na wasze komentarze, ponieważ one naprawdę dużo dają :) 
Do następnego! :) 

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 5

"Chyba każdy z nas ma w swojej głowie taką 'półkę' z napisem: NIE DOTYKAĆ.
Odkłada się tam niektóre trudne sprawy, myśli, problemy nie do pokonania.
Po czasie nawet się o nich zapomina i kiedy możesz sobie powiedzieć:
 'Jestem szczęśliwa',
 półka niespodziewanie spada Ci prosto na głowę i przygniata.
Problemy wracają z podwójną siłą.
Czasem aż trudno się podnieść, ale zbieramy wszystkie rzeczy,
 poprawiamy półkę i wrzucamy wszystko tak jak było.
Co jakiś czas dokładamy tam coś nowego.
 Szybkość z jaką naprawiamy półkę, to nasza wewnętrzna siła.
Tylko, że u mnie coraz częściej ta półka spada.
 To jest główny problem." 


- No okej, pytaj… - odpowiedziałam z uśmiechem. Nie wiedziałam czego mam się po nim spodziewać…
- Najpierw proszę, obiecaj mi jedną rzecz. – jego twarz zrobiła się niezwykle poważna, takiego Maćka jeszcze nie widziałam – Nikt się o tym nie dowie… wiem, że na razie nie mamy wspólnych znajomych ale przypuszczam, że wkrótce będziemy ich mieli… więc obiecaj, że nie powiesz im o niczym.
Teraz mnie zaskoczył. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć… to musi być coś ważnego skoro prosi mnie o coś takiego. Bałam się… bałam się tego czego miałam się za chwilę dowiedzieć.
- Dobra, powiedzmy, że obiecuję… - chyba wyczuł moje zawahanie no ale co mogłam poradzić.
- Pojedziesz ze mną jutro do kliniki? – zaniemówiłam. O co do cholery chodzi? Na mojej twarzy pojawił się zapewne wyraz głębokiego szoku.
- Do jakiej kliniki?! O czym ty mówisz?
- Jutro muszę zgłosić się po odbiór wyników badań… nikt nie wie, że w ogóle musiałem je robić a chcę żeby był tam ze mną ktoś bliski… - jakich badań? Nie docierało do mnie to co do mnie mówił - … chcę żebyś to ty tam ze mną była.
Nie wiedziałam co mam myśleć, mój mózg jakby przestał pracować. Zapomniałam jak się oddycha, mówi czy chociażby mruga powiekami. To oznaczało jedno… Maciek był chory… a ja byłam jedyną osobą, która o tym wiedziała? W jego twarzy widziałam… strach? Tak, to nie była już tylko poważna mina… w jego oczach mogłam dostrzec panikę… paniczny strach… Zbliżyłam się do niego i ujęłam jego twarz w dłonie głęboko spoglądając mu w oczy. Nigdy nie byliśmy tak blisko… nie miałam pojęcia co powinnam powiedzieć. Patrząc w te brązowe tęczówki wreszcie cokolwiek z siebie wydusiłam…
- Jakie wyniki? Maciek… - zwiesiłam głowę wydychając z płuc powietrze. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi więc moje ramiona momentalnie oplotły jego kark i przytuliłam go najmocniej jak umiałam. Odwzajemnił go, poczułam jak jego silne ramiona mnie obejmują. Domyślałam się jak bardzo tego potrzebował skoro nikt nie wiedział o badaniach i … i chorobie… tylko jakiej chorobie? Rozluźniłam uścisk, on zrobił to samo… wreszcie przerwał panującą między nami ciszę
- Agata… to dopiero badania… dopiero jak odbiorę wyniki będę wiedział czy jestem chory na sto procent… na razie to przypuszczenia moje i lekarza – jasne, takie przypuszczenia na pewno nie były bezpodstawne. – pozwól, że na razie nie chcę żebyś znała szczegóły, gdyby… gdyby okazało się, że jestem zdrowy – nie mówił tego z wielkim przekonaniem – wszystko będzie po staremu i zapomnimy o całej sprawie.
Chwila… ufał mi na tyle, żeby mi powiedzieć, że może jest chory ale nie na tyle, żeby powiedzieć na co? Wiedziałam jedno, musiałam tam z nim pojechać i go wspierać.
- Oczywiście, że z tobą pojadę – wykrztusiłam. Wtedy ponownie poczułam jak mnie obejmuje.
- Dziękuję – powiedział po chwili – za to, że jesteś.
Widziałam na jego twarzy ulgę, trochę się rozchmurzył i rozluźnił. To znowu był ten Maciek z którym mogłam rozmawiać i rozmawiać a tematy i tak się nie kończyły. Szkoda tylko, że ja nie potrafiłam tak szybko się otrząsnąć. Nie potrafiłam udawać, że wszystko jest w porządku, bo nie było. A on jak gdyby nigdy nic wypalił z tekstem „Mówiłaś, że musisz się już zbierać.” No tak… miał rację… miałam…
- Tak… idę, już idę. O której mamy tam pojechać?
- Wyślę ci sms’a z dokładną godziną i miejscem gdzie się spotkamy. Pasuje?
- Mhm – mruknęłam i odwróciłam się by podążyć w kierunku domu. Już myślałam, że nawet nie odezwie się na pożegnanie gdy usłyszałam…
- Hej! Agata! – odwróciłam się w jego kierunku, na co on z szerokim uśmiechem na twarzy powiedział – uśmiechnij się!
Nie chciałam tego, chciałam, żeby widział, że jego zachowanie nie bardzo mi się podoba i że nie nabieram się na to jego udawanie wesołego Maćka jednak patrząc na niego, uśmiech sam wkradł się na moją twarz. Ponownie odwróciłam się do niego plecami i pomaszerowałam w stronę domu.
Tam nie umiałam się na niczym skupić… jadłam obiad nie trafiając widelcem do ust, nie słyszałam co ludzie do mnie mówią a wzrok miałam utkwiony w dalekim, bliżej nieokreślonym punkcie. Mama oczywiście zauważyła, że coś jest ze mną nie tak jednak zmyłam ją jakąś pierwszą wymówką, która wpadła mi do głowy. Na pewno domyśliła się, że ściemniam ale dała spokój. Na sto procent zorientowali się też, że kogoś poznałam bo przecież choć wiedzieli, że lubię spacery w samotności to nie w takich ilościach. Wszystko robiłam jak zwykle z tą tylko różnicą, że o tym nie wiedziałam bo myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Wieczorem dostałam sms’a, o którym wspominał Kot…
Od: Maciek
Spotkajmy się o 11:00 przed budynkiem, w którym mieszkasz J Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję… to wiele dla mnie znaczy.
Z mętlikiem w głowie położyłam się spać. Ranek wyglądał standardowo choć nie dało się ukryć, że byłam zdenerwowana. Za pięć jedenasta wyszłam z domu. Moi opiekunowie wyszli chwilę wcześniej na miasto więc nie obawiałam się, że zobaczą mnie wsiadającą do jakiegoś auta. Maciek już czekał. Otworzył mi drzwi od strony pasażera a ja wsiadłam do pojazdu. Przyjaciel szybko zajął miejsce za kierownicą i ruszyliśmy. Dobrze jeździł… trzeba mu to było przyznać.
- Daleko jest ta klinika? – spytałam.
- Nie bardzo… za około dziesięć, góra piętnaście minut powinniśmy być na miejscu.
- A jak nastawienie?
- Jak powiem, że dobre to mi uwierzysz? – spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Nie bardzo – odpowiedziałam.
- W takim razie wierzę, że okaże się, że jestem zdrowy.
- I tak ci nie wierzę – też się uśmiechnęłam, żeby uniknąć zbyt sztywnej atmosfery.
- Wierz albo nie ale będzie dobrze… a wiesz dlaczego? – teraz mnie zdziwił… - bo ty jedziesz tam razem ze mną.
Czy ja zaczęłam się czerwienić? Ludzie zawsze mi mówili, że bardzo szybko się czerwienię a w tej właśnie chwili poczułam gorące palenie na moich policzkach. Teraz ja musiałam zadać mu pytanie…
- A co jeżeli badania…
-Ciii! Proszę cię… - wszedł mi w słowo Maciek – nie gdybajmy dobra? Nie chcę denerwować się jeszcze bardziej…
-Ha! Czyli jednak się denerwujesz!
- Dojechaliśmy! – powiedział nie zwracając uwagi na wypowiedziane przeze mnie słowa.
Teraz i ja zaczęłam się denerwować jeszcze bardziej, nerwowo przełknęłam ślinę i odpięłam pasy. Mój towarzysz zrobił to samo, wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy w stronę drzwi kliniki. Maciej otworzył je i wpuścił mnie pierwszą do środka. Nie lubiłam tego typu miejsc… z resztą, kto by je lubił… Wszystko w odcieniach bieli i szarości, nawet nie najgorzej urządzone. Oboje byliśmy już tak zdenerwowani, że chyba bardziej się nie dało. Podeszliśmy do lady.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? – zwróciła się do nas miła blondynka.
- Dzień dobry. Miałem dzisiaj odebrać wyniki badań. – odpowiedział Maciek.
- Pana imię i nazwisko?
- Maciej Kot – powiedział, podając jej swój dowód osobisty. Dziewczyna wklepała coś w klawiaturę a następnie zaczęła przeszukiwać koperty leżące z boku.
- Nie mam tutaj pana wyników. To znaczy, że lekarz zabrał je już i przyjmie pana w swoim gabinecie.
- Jak to zabrał je? To znaczy, że coś jest z nimi nie tak? – słyszałam jak drży mu głos.
- Nie koniecznie – powiedziała z uśmiechem. Podniosła słuchawkę telefonu i przycisnęła odpowiednie guziki. Coś powiedziała do swojego rozmówcy i odłożyła słuchawkę. – Doktor już na pana czeka w gabinecie. Pokój 38.
- Dziękuję – powiedział cicho. Odeszliśmy od lady a on spojrzał na mnie. Teraz mogłam już wyraźnie dostrzec jak bardzo się denerwuje.
- Poczekam tutaj – powiedziałam, siadając na jedno z krzeseł stojących w rzędzie pod ścianą. Skinął głową i udał się w kierunku gabinetów lekarskich.
Siedziałam tak i siedziałam… zaczęłam przeglądać jakieś magazyny leżące na stoliku obok, jednak nie pomagało to oderwać moich myśli od pokoju, w którym teraz siedział Maciek. A jednak wcześniej się myliłam… można denerwować się jeszcze bardziej… właśnie sama tego doświadczyłam. Nie mogłam już usiedzieć na krześle więc zaczęłam przechadzać się w te i z powrotem. Blondynka zza lady obserwowała mnie uważnie… chyba zrobiłam się blada ponieważ zaproponowała mi napicie się wody. Odmówiłam… nie mogłabym teraz przełknąć nawet wody. Stanęłam koło okna i zaczęłam obserwować przechodzących po ulicy ludzi. Odwróciłam głowę do tyłu i zobaczyłam go. Jego twarz była totalnie bez wyrazu. Wyglądał jakby właśnie usłyszał najgorszą wiadomość w życiu. Nasze spojrzenia się spotkały jednak on mnie kompletnie zignorował. Skręcił w lewo i zniknął za drzwiami. Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Ruszyłam pomału w kierunku, w którym mi zniknął. Wyszłam przed budynek i zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu chłopaka. Dostrzegłam go po drugiej stronie ulicy, opartego o pień drzewa. Stał do mnie tyłem. Już chciałam zrobić pierwszy krok w jego stronę gdy przez głowę przeszła mi myśl, że może jednak powinien pobyć chwilę sam. Chociaż w sumie… w końcu po coś chciał żebym tu była razem z nim. Zaczęłam pokonywać dystans pomiędzy nami. Stanęłam za nim i nie całkiem wiedząc co powiedzieć zwyczajnie położyłam moją dłoń na jego ramieniu.
-Maciek…
W jednej chwili… nawet nie wiedziałam kiedy znalazłam się w jego ramionach a moje stopy oderwały się od ziemi. Wydawało mi się, że na jego twarzy dostrzegłam szeroki uśmiech, najszczerszy jaki kiedykolwiek widziałam. Zaczął obracać się ze mną w ramionach i wykrzykiwać, że jest zdrowy. Nagle w mojej głowie wszystkie informacje zaczęły się mieszać, nie wierzyłam w to co słyszę. Gdy wreszcie postawił mnie na ziemię wreszcie mogłam zobaczyć jego twarz w pełnej okazałości. Nie myliłam się, był naprawdę szczęśliwy… albo wyjątkowo dobrze udawał, jednak nie sądziłam, że może być aż tak dobrym aktorem więc wierzyłam, że wszystko jest w porządku.
- Musimy to uczcić! – powiedział – wsiadaj do auta.
Trochę zdziwiona posłuchałam i udałam się w stronę samochodu. Nie wiedziałam gdzie jedziemy, gdy pytałam go o kierunek naszej podróży mówił „w ładne miejsce”. Nie ma to jak konkretna odpowiedź. Nie jechaliśmy jednak długo, po około piętnastu minutach zatrzymał się. Wysiedliśmy a moim oczom ukazał się przepiękny wodospad, oparłam się o barierkę i spoglądałam na spadającą wodę rozbijającą się o kamienie na dole.
-Możemy już iść? – spytał nagle Maciek. Spojrzałam na niego zdziwiona…
-Ehmm, jasne. – myślałam, że po prostu chciał pokazać mi wodospad ale się pomyliłam. Minęliśmy róg i zobaczyliśmy jakąś knajpkę, nie wiem co to było jednak wyglądało ładnie. Już wiedziałam co miał na myśli mówiąc „w ładne miejsce”. Widok z ogródka lokalu zapierał dech w piersiach. Usiadłam przy jednym ze stolików a mój towarzysz zniknął we wnętrzu budynku. Po chwili wrócił niosąc dwa pucharki lodów… czy on chciał mnie utuczyć?
- Najlepsze lody jakie w życiu jadłaś! Mówię ci! – powiedział z uśmiechem. Miał rację, były przepyszne. Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy. Było naprawdę miło, uśmiałam się do łez… z tym, że zazwyczaj nawet po świetnym dniu łapał mnie dołek. Nie wiedziałam dlaczego, po prostu robiłam się smutna i często się zamyślałam. Nadszedł czas powrotu, gdyż pogoda zaczynała się psuć. Zaczął kapać lekki deszcz. W momencie gdy wsiedliśmy do auta, lunęło! Maciek włączył radio a ja wpatrywałam się w krople deszczu spływające po szybie. Nic nie mówiliśmy, w pewnej chwili z głośników usłyszałam znajomą piosenkę… mianowicie „Świat się pomylił” Patrycji Markowskiej. Już od pierwszej nuty wiedziałam, że nie chcę jej słyszeć. Automatycznie moja dłoń ruszyła w kierunku odtwarzacza aby zmienić stację lub po prostu wyłączyć radio. Powstrzymała mnie jednak dłoń Maćka…
-Zostaw, lubię tę piosenkę…
- Może lepiej nie? Nie przepadam za nią… - odpowiedziałam z nadzieją w głosie.
- Proszę, zostaw – ustąpiłam, choć wiedziałam jak kończy się dla mnie słuchanie tej piosenki, szczególnie w obecnym nastroju. Przywoływała zdecydowanie zbyt dużo wspomnień… dobrych wspomnień… których wolałabym nie pamiętać…
Ja i wyższy ode mnie blondyn o niebieskich oczach w strugach deszczu… wpatrzona w jego oczy nie zauważająca niczego w około… nasze usta połączone w pocałunku – moje oczy zaszkliły się. Kolejne wspomnienie… noc… my siedzący zwyczajnie na ławce, objęci, patrzący sobie w oczy, moje ciało na skutek jego dotyku przechodził dreszcz… - po moim policzku popłynęła pierwsza łza… tak jak krople deszczu na szybie samochodu. Następne wspomnienie… inna noc, ja i on siedzący na murku i wpatrzeni w miasto z tysiącami świateł samochodów i okien. Między nami panująca cisza… już w tedy miałam dość jego zachowania… jednak się nie poddawałam… ja walczyłam… on nie chciał… - kolejne łzy spływające po moich policzkach… wiosna… w około panująca zieleń drzew… ja w czerwonej sukience, wpatrzona w jego oczy… te głębokie niebieskie oczy, które raz przynosiły mi ukojenie, raz ból… nie potrzebowaliśmy muzyki… tańczyliśmy objęci… nie zważając na wzrok innych… Spod moich powiek wydobywały się kolejne krople… Wieczór… ulewny deszcz… kłótnia… miałam dość… jego zachowania… tego w jaki sposób patrzył na świat… płakałam… on udający twardego… zawsze i wszędzie… przed wszystkimi… jednak ja wiedziałam… znałam go… wiedziałam jaki był naprawdę… wiedziałam o tym jak sobie nie radził z problemami… jak płakał po nocach… jak dzwonił do mnie, bo sobie nie radził… W tym momencie poczułam czyjąś dłoń na mojej. Była większa i ciepła. Odwróciłam wzrok w stronę kierowcy i mój wzrok spotkał się z wzrokiem Maćka. Staliśmy już pod moim obecnym miejscem zamieszkania. Drugą ręką, tą nieprzykrytą przez dłoń Maćka zaczęłam ocierać łzy…
-Przepraszam… -  mruknęłam uciekając oczami przed jego wzrokiem.
-Nie przepraszaj… - jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej… wiedziałam co chciał zrobić… to było jak impuls… wyciągnęłam rękę spod jego, odpięłam pasy a drugą ręką już otwierałam drzwi pojazdu. Na odchodne powiedziałam „Pa” i zatrzasnęłam drzwi. Szybkim krokiem podeszłam do budynku… oparłam się plecami o ścianę i ukryłam twarz w dłoniach, wiedziałam, że nadal mnie obserwuje ale ja musiałam się uspokoić. Po chwili ruszyłam w stronę wejścia. Poszłam od razu do mojego pokoju. Weszłam, nie włączyłam światła tylko podeszłam do balkonowego okna. Widziałam stąd podjazd doskonale. Maciek nadal tam był. W jednej chwili ruszył z piskiem opon i wyjechał z terenu posesji. W mgnieniu oka zniknął z mojego pola widzenia. Poszłam do łazienki, w pokoju nadal panowały ciemności, umyłam się i przebrałam w piżamę. Przeszłam korytarzem do pokoju mamy i powiedziałam, że kładę się już spać.
- To ty już wróciłaś? Nawet nie wiedzieliśmy kiedy.
- Niedawno – powiedziałam.
- A kolacja?
- Nie jestem głodna. – powiedziałam to i wyszłam. Poszłam do mojego pokoju i usiadłam na łóżku. Co ja robię najlepszego? Po co znowu wracam do przeszłości? Wyleczyłam się już z niego kilka miesięcy temu jednak wspomnienia wracają, przed nimi nie da się uciec. Zawsze wracają i atakują ze zdwojoną siłą, czy to w snach czy przy dźwiękach pięknej piosenki, piosenki, która coś znaczy… znaczyła. Lubiłam posiedzieć sama w ciemnościach, nie lubiłam dzielić się uczuciami z innymi, były one oznaką słabości. Nigdy nie mówiłam ludziom co czuję… dobra, zdarzały się wyjątki… były osoby, którym zawsze mogłam powiedzieć wszystko bez jakiegokolwiek oceniania z ich strony. Jednak nie wykorzystywałam tego, nigdy w stu procentach, aż tak zaufać nie umiałam. Położyłam się i choć długo wierciłam się z boku na bok wreszcie udało mi się zasnąć.
Obudziły mnie promienie słońca wpadające do pokoju przez okno. Sięgnęłam po telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Było przed dziewiątą jednak moją uwagę przyciągnął napis „1 nieprzeczytana wiadomość”. Szybko odblokowałam telefon i wyświetliłam treść sms’a.
Od: Maciek
Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. A jak Ty się czujesz?
Odpisałam: Nie masz za co przepraszać, to raczej ja powinnam Ciebie przeprosić. Czuję się dobrze.
Wstałam i poszłam się umyć i ubrać. Za chwilę usłyszałam dźwięk telefonu, odebrałam, był do Maciek.
- Halo?
-Masz dzisiaj czas? – zapytał.
- Może popołudniu albo wieczorem. Wcześniej przydałoby się spędzić trochę czasu z nimi.
- Dobra, w takim razie daj znać jak będziesz miała czas i ochotę aby się spotkać.
-Okej, pa.
- Pa  – rozłączył się. Poszłam na śniadanie, które było w trakcie robienia przez moją mamę. Zjadłam, pogadaliśmy, poszliśmy na miasto. Zwykły nudny dzień. Popołudniu wróciliśmy do pokoi. Na dzisiaj nie mieliśmy już żadnych planów więc chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Madzi. Opowiedziałyśmy sobie co tam u nas… ja pominęłam końcowy element poprzedniego dnia. Stęskniłam się już za nią. Po zakończeniu rozmowy zadzwoniłam do Maćka.
-Masz czas? – spytałam.
-Dla ciebie zawsze. Mogę być u ciebie za dziesięć minut.
- Dobra, będę czekać.
Po około ośmiu minutach zeszłam przed dom. Byłam ciekawa czy się spóźni. Nie spóźnił się, widziałam go już idącego w moim kierunku więc ruszyłam w jego stronę. Spotkaliśmy się w połowie drogi i przytuliliśmy na powitanie. Żadne z nas nie chciało chyba wracać do poprzedniego dnia więc zaczęliśmy jakiś inny, łatwy i wesoły temat. Tak właśnie mijały mi kolejne dni… na spacerach i rozmowach z Maćkiem, na rozmawianiu z nim przez telefon i pisaniu wiadomości, na chodzeniu po górach z mamą i ojczymem oraz na rozmowach z przyjaciółkami. Wczasy były jak najbardziej udane, jednak to jeszcze nie był koniec wrażeń. W przeddzień mojego wyjazdu Maciek przygotował dla mnie małą – wielką niespodziankę. 
__________________________________
Tak więc jestem z nowym rozdziałem! :D Mam nadzieję, że Wam się podoba, bo ja jestem z niego nawet zadowolona :) Dodaję go tutaj nie bez problemów ponieważ mój kochany komputer usunął mi plik -.- Jednak udało mi się go odzyskać ;) 
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednimi rozdziałami i jak zwykle zachęcam do ich pisania ponieważ one naprawdę mnie motywują! :) 
Wszystkim maturzystom życzę powodzenia! Dacie radę! :D
Teraz mogę napisać już tylko jedno: Do następnego kochani! 
Buziaki